baner
baner
baner
TIMEX S.A. Hoesch Schwerter Profile GmbH

Fotogaleria

galeria
Czystość na kolei w Polsce

Sonda

Co twoim zdaniem robi Urząd Transportu Kolei?

Wspiera rozwój kolei
Hamuje rozwój kolei
Nie mam zdania

Newsletter

Zawsze aktualne informacje

Logowanie

Nie masz konta?
Zapomniałeś hasło?
Jesteś tutaj:

Dworzec Centralny - List Prezesa Jacka Prześlugi

Szanowni Panowie

Grzegorz Niwiński
Jerzy Porębski
Towarzystwo Projektowe TePe
Warszawa


Jako członek zarządu PKP SA odpowiadający za rewitalizację dworców kolejowych w Polsce, biorę pełną odpowiedzialność za zmiany, które zachodzą na Dworcu Centralnym w Warszawie, a które tak mocno martwią obu Panów.

Oto moja osobista odpowiedź na Panów list otwarty wystosowany do prezes PKP SA, Marii Wasiak, poszerzona o wątki, które według mnie także powinny stać się przedmiotem publicznej dyskusji, a których Towarzystwo Projektowe nie podnosi. Dotyczą one głównie jakości projektowania i poziomu nadzoru autorskiego nad realizacją projektu.

1. Projekt estetyzacji Dworca Centralnego, zgłoszony w Urzędzie Wojewódzkim w Warszawie 31 grudnia 2009 roku zakładał montaż konstrukcji pod siatki wielkoformatowe dookoła dworca. Nie ma znaczenia, czy inwestor wraz z projektantem przewidywali umieszczenie na siatkach - jak podają obaj Panowie – „dzieł sztuki” czy też „reklam”, ponieważ z technicznego punktu widzenia jest to obojętne; zarówno „dzieło”, jak i „reklama” musi na jakiejś konstrukcji zawisnąć. Budowę nośników przewidywali sami projektanci, o czym świadczy stosowny zapis w zgłoszeniu remontu (Załącznik VIII, pkt 1.5). Ten rozdział, autorstwa TePe, nosi znamienny tytuł: „Montaż nowych urządzeń reklamowych”. Podkreślam słowo: reklamowych…

2. W dokumentacji zgłoszeniowej TePe były zatem przewidziane konstrukcje pod ewentualne nośniki reklamowe, okalające całą elewację dworca, bez określenia ich wysokości i sposobu mocowania. W zgłoszeniu z dnia 31.12.2009 nie określono też innych parametrów technicznych konstrukcji, dodając jedynie iż „siatki mogą być zadrukowane według indywidualnego projektu uznanego artysty”. Kryteria określające pojęcie „uznany artysta” nie zostało sprecyzowane; mowa jest jednak o indywidualnym projekcie – nie wykluczono zatem, iż będzie to oryginalny projekt reklamowy autorstwa światowej klasy grafika. Taki charakter ma właśnie kampania H&M, której key visual zaprezentowano na dużych formatach reklamowych w setkach miast całego świata, w tym w Warszawie. Wątpliwości w tej sprawie nie miał także organ administracyjny: w przysługującym mu terminie 30 dni Wojewoda Mazowiecki nie zgłosił żadnego zastrzeżenia czy zapytań, co inwestor, zgodnie z prawem, uznał za akceptację złożonej dokumentacji remontowej.

3.Ponieważ teren dworca położony jest w obszarze kolejowym zamkniętym, a tenże nie jest objęty miejskimi planami zagospodarowania przestrzennego (plany dla Warszawy Śródmieścia kończą się na ul. E. Plater), zgoda służb miejskich na lokowanie reklamy nie jest prawem wymagana. Pretensje o brak uzgodnień trudno zatem uznać za uzasadnione.

4. Nie można abstrahować od kwestii finansowych związanych z utrzymaniem dworca kolejowego. To, co nie ma znaczenia dla postronnych obserwatorów, z poziomu zarządcy obiektu stanowi realny problem. Czy lepiej mieć dworzec pozbawiony reklam i brudny, czy czysty, ale z reklamami? Nie ma tu dobrych rozwiązań. Z jednej bowiem strony zwykło się o dworcu kolejowym mówić jako „obiekcie publicznym”, ale z drugiej pozbawiono go jakichkolwiek publicznych dotacji. Jeśli jest to obiekt wypełniający misję publiczną, to dlaczego misji tej nie opłaca się z publicznych, czyli państwowych bądź samorządowych pieniędzy? Jeśli jedynym źródłem utrzymania dworca są przychody z najmu i dzierżawy, czyli działalności komercyjnej, to dlaczego oczekiwania wobec tego obiektu mierzy się kryteriami „użyteczności publicznej”, a nie jego komercyjnym charakterem? Tyle misji publicznej, ile publicznych pieniędzy na nią – często powtarzają te słowa szefowie państwowej telewizji, powtarzam je więc za nimi. Dworce nie mają publicznych źródeł finansowania kosztów utrzymaniowych od co najmniej 10 lat. Stawia się nam wymagania o charakterze misyjnym, nie dając funduszy na pokrycie kosztów tej misji – w przypadku Centralnego są to koszty utrzymania 5 hektarów powierzchni, sięgające kilku milionów złotych miesięcznie. Kto ma je pokryć? Kwiaciarka z hali głównej?

Trudno się zatem dziwić, że sięgamy po ekstremalne sposoby zarabiania pieniędzy, ratując dworce przed finansowym upadkiem. Reklama na Dworcu Centralnym nie jest szczytem moich marzeń i potrzeb, ale jest źródłem kilkuset tysięcy złotych, które możemy przeznaczyć na sprzątanie tego, co właśnie odskrobaliśmy z 35-letniego brudu. Nie mogę takiego źródła zlekceważyć, nawet narażając się na gniew estetów.

Nie podzielam zastrzeżenia TePe, iż działamy bez konsultacji z projektantami, ponieważ wszystko co w ostatnim czasie na dworcu zamontowano, powstało w oparciu o dokumentację wykonaną przez architektów i konstruktorów z pełnymi uprawnieniami projektowymi.

5. Kiedy projektant rozpoczyna publiczną dyskusję z inwestorem, musi liczyć się z równie publicznym podjęciem wszelkich wątków, które stanowią istotę ich dotychczasowej współpracy. Po ataku ze strony mediów i TePe nie mogę zawężać tej debaty wyłącznie do walorów formalno-estetycznych rozwieszonej reklamy, ponieważ w relacjach z projektantami nie tylko one wydają mi się ważne. A ponieważ mówimy o obiekcie użyteczności publicznej, tym bardziej warto porozmawiać o nim w szerszym kontekście – oceny samego projektu i jakości jego realizacji, w tym nadzoru ze strony projektantów. 

Towarzystwo Projektowe często posługuje się sformułowaniem „autorzy projektu remontu Dworca Centralnego”. Doceniam ten marketingowy zabieg, choć mam wrażenie, że swoje prawdziwie autorskie piętno projektanci pozostawili przede wszystkim w hali głównej dworca, do której akurat nie tylko ja zgłaszam najwięcej pretensji. Straszą tu ciężkie, niefunkcjonalne konstrukcje boksów handlowych i snująca się między nimi ławka – zaburzając przestrzeń, potęgując poczucie chaosu. Bardzo źle oceniam użytkowe funkcje tych konstrukcji: projektanci zaoferowali inwestorowi i najemcom kawiarenki i kwiaciarnię… bez dostępu do wody, małe i ponad miarę wysokie konstrukcje, w szparach pomiędzy szklanymi płytami hula wiatr, co w połączeniu z brakiem trwałych rozwiązań kwestii zapewnienia minimum komfortu cieplnego czyni tę zabudowę kuriozalną w skali Europy. Na dworcu głównym w Berlinie też jest zimno, ale w kawiarenkach temperatura pozwala na pracę w t-shircie. Nasi najemcy na hali głównej Centralnego pracują… w kufajkach. Może to ich trzeba zapytać o ocenę pracy TePe? Pomijam kwestie zasłaniania przez „wigwamy” nośników reklamowych, co obniża ich atrakcyjność i cenę, zasłaniania elementów informacji dworcowej i kas, a także rozwiązania projektowe, które ogromnie utrudniają sprzątanie zewnętrznej powierzchni zabudowy handlowej. To klops pierwszej klasy.

6. Kolejnym jest system oznakowania dworca. Każdy kto widział lub pamięta oznakowanie rodem z wcześniejszych lat, ma przed oczami duże kasetony z kształtnymi literami, widoczne z daleka. Dziś widzimy zduszone, liche, zagubione w przestrzeniach galerii dworcowych kasetoniki, których przeznaczenie można poznać podchodząc na odległość kilku metrów. Niefunkcjonalne, nie pasujące do wcześniejszych dokonań TePe w tej dziedzinie, jakby wymyślone „na odczepnego”. Ot, jakbym widział przystanki z Krakowskiego Przedmieścia…

7. Mam do projektu i nadzoru autorskiego ze strony Towarzystwa Projektowego inne zarzuty, ale o nich będzie rozmawiała komisja podczas odbioru końcowego remontu. O jednym warto jednak poinformować już dziś – o zagrożeniu, jakie stwarza dla życia i zdrowia podróżnych konstrukcja balustrad ze szklanym wypełnieniem, których pełno na dworcu. Konstrukcja jest nie tylko niezgodna z projektem i SIWZ (szkło grubości 8 zamiast 10 mm – gdzie był nadzór projektowy?), ale także z polskimi normami (Dziennik Ustaw nr 75 z 2002 roku, art. 298, poz. 690), które mówią, że szkło z balustrad musi mieć specjalne mocowania (na Centralnym ich brak), a także musi rozpadać się – jak szyba samochodowa – na tysiące bardzo drobnych, nieszkodliwych dla ciała kawałków. Szkło z barierek, co udowodnili kibole 11 listopada, rozpada się na wielkie, ostre kawały (mamy zdjęcia), a z mocowań można je wypchnąć byle kopniakiem. Co, jeśli spadnie na głowy schodzących po schodach pasażerów? Czy nie byłoby dobrze, gdybyśmy publicznie rozmawiali także o tym? Czy portal gazeta.pl poświęci takim „detalom” aż 8 swoich informacji, jak reklamie dworcowej?

8. Jerzy Porębski i Grzegorz Niwiński zarzucają mi gwałt na estetyce dworca, polegający na zabudowaniu prześwitów w galeriach handlowych dworca – swoistych loggii, z których można było patrzeć na pociągi. Tutaj akurat to ja mam wobec projektantów zarzut znacznie poważniejszy: brak wyobraźni, który mógł prowadzić do tragedii. Od czeluści peronów dworcowych prześwity oddziela jedynie wysoka na 1,1 m szklana balustrada, za nią znajduje się niewielki podest, a tuż poniżej… dachy wjeżdżających wagonów. W odległości ok. 180 cm od krawędzi prześwitu znajduje się sieć trakcyjna o napięciu 3000V.

Nie trzeba być projektantem, by wyobrazić sobie podpitego wyrostka, który chce popisać się przed kolegami skokiem na dach wagonu, albo samobójcę, który pragnie rozstać się z życiem po filmowym skoku na sieć wysokiego napięcia; na kolei zdarzały się takie przypadki. Obecnie na byle kładce nad siecią trakcyjną ustawia się – zgodnie z normami przeciwporażeniowymi – konstrukcje z siatek i blach metalowych, wysokie na ponad 2 metry. Wszystko po to, by zatrzymać szaleńców. Co zrobili w tej kwestii projektanci z TePe na Centralnym? Nic. Jak zagwarantowali bezpieczeństwo? Przy pomocy lichej barierki? Dla mnie – to skandal. Zwłaszcza, że jednego „odważnego” ściągałem już z podestu: przeskoczył barierkę, filmował wjeżdżający pociąg, stał na skraju ściany peronu…

Konstrukcja reklamy, dzięki której zabudowane zostały prześwity, daje dziś więc minimum bezpieczeństwa i choćby dzięki temu ma znaczącą wartość. A jednocześnie – ogranicza wielkie przeciągi, dopływ zimna i zapylenie galerii handlowych, co cieszy najemców i klientów, bo nie są narażeni na fruwające w powietrzu opiłki żelaza, kurz, smród i dym ciągnący się np. za wagonami z Białorusi. Czy są to wystarczające przesłanki, by potwierdzić zasadność budowy nośników reklamowych na ścianach peronów? Nie wiem. Ale wolę uchodzić za wandala, który niszczy poezję prześwitów i zabudowuje je reklamą, niż tłumaczyć matce desperata, dlaczego jej syn zginął z powodu czyjegoś braku wyobraźni. Wolę jej kolejarski nadmiar niż profesorski brak.

Nie roszcząc sobie żadnych praw do wypowiadania się w kwestii profesjonalizmu Towarzystwa Projektowego Porębski-Niwiński, czuję się zobowiązany zadać publiczne pytanie, jak to jest możliwe, aby firma stanowiąca znak rozpoznawczy polskiego wzornictwa przemysłowego – fakt, bez doświadczeń w projektowaniu wielkoformatowych dworców – podsunęła i zrealizowała na Dworcu Centralnym tak mizerną koncepcję hali głównej, z tak słabowitym sposobem oznakowania i z tyloma błędami w nadzorze autorskim, których część zaprezentowałem? Czy nie mamy do czynienia ze swoistym rodzajem wandalizmu w przestrzeni publicznego dworca, dokonanym w białych rękawiczkach za niepubliczne, kolejowe pieniądze?

Jacek Prześluga
Członek Zarządu PKP SA



Autor: (źródło: PKP S.A., 08.12.2012)

Jesteś zalogowany jako: Gość
Aktualizacja: 13-02-2018 
Powered by Heuristic
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczone w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Prywatności.