Przed wyborami do Parlamentu Europejskiego kandydaci składają najróżniejsze obietnice. Jacek Kędzierski, łódzki adwokat związany z Ligą Polskich Rodzin, startuje z dziesiątego miejsca listy Libertasu. A obiecuje wiele. - Jesteśmy chyba jedynym tak dużym miastem w Europie, które nie ma metra. Jeśli go nie zbudujemy, nasze miasto czeka komunikacyjny paraliż, bo korki na drogach są coraz większe. Jak dostanę się do Parlamentu Europejskiego, to metro będzie pierwszą rzeczą, o którą powalczę dla Łodzi – zapewnia.
Eksperci przypominają, że górnolotne obietnice kandydatów to stały element kampanii, o których po wyborach szybko się zapomina.
Nie inaczej twierdzi Marek Michalik były wiceprezydent Łodzi, a dziś kandydat PiS do europarlamentu. – Takie obietnice są bez pokrycia. W Łodzi niemożliwe jest wybudowanie metra, już dawno architekci uznali, że takie pomysły można wsadzić między bajki – powiedział Michalik.
Faktycznie, już kiedyś poruszano ten temat. Pomysł narodził się już w latach 70, i do dziś na papierze istnieją dwie koncepcje. Wg pierwszej dwa dworce kolejowe miałyby być połączone podziemna linią. Druga mówi o tym, że siatka podziemnych połączeń przetnie miasto z północy na południe. W latach 90 porzucono te plany ostatecznie.
Kędzierski obiecuje niemożliwe z jeszcze jednej przyczyny. - Bruksela jest złym adresatem takich pomysłów. Budowa metra czy nowej drogi leży w gestii lokalnych władz, a nie Unii Europejskiej - wyjaśnia politolog i były ekspert chadecji w Parlamencie Europejskim Przemysław Żurawski
Opinie ekspertów są pozbawione złudzeń. Kandydaci na europosłów po wyborach zapomną o obietnicach. - Teraz rywalizują ze sobą, to zrozumiałe, że chcą być bardziej atrakcyjni od konkurentów i przez składanie popularnych obietnic chcą się przypodobać wyborcom – powiedziała specjalistka od marketingu politycznego z Politechniki Częstochowskiej Magdalena Bsoul.
Autor: (źródło: Maciej Stańczyk, Dziennik, 21.05.2009)