baner
baner
baner
RFWW RAWAG Sp. z o.o.

Fotogaleria

galeria
Konkurs Mam Talent 2015

Sonda

Co twoim zdaniem robi Urząd Transportu Kolei?

Wspiera rozwój kolei
Hamuje rozwój kolei
Nie mam zdania

Newsletter

Zawsze aktualne informacje

Logowanie

Nie masz konta?
Zapomniałeś hasło?
Jesteś tutaj:

Rowery na tory

Nieczynne linie klejowe mogą się świetne nadawać na ścieżki rowerowe. A tras takich, na Dolnym Śląsku jest co najmniej kilkanaście. chociażby w Mirsku, Szczawnie-Zdroju, Radkowie i Jedlinie-Zdroju. Utwardzone torowiska idealnie nadają się dla cyklistów. Oprócz tego trasy są bardzo malownicze. Inicjatywę popiera medalistka olimpijska Maja Włoszczowska. - Im będzie więcej zróżnicowanych tras, tym lepiej.

Projekt jednak napotkał przeszkodę. Grunty nie należą do samorządów. Nie mogą więc one na nich inwestować. A PKP za darmo przekazać torów nie może. Szczere zamiary gminy i fundusze unijne wystarczyły tylko raz w przypadku Lwówka Śląskiego, który zbudował 8-kilometrową ścieżkę rowerową na bazie nieczynnej od lat 70. linii kolejowej Lwówek Śl. - Pławna.

- Codziennie na ścieżce widuję rowerzystów i spacerowiczów - mówi burmistrz Ludwik Kaziów. – Przyznaję, że gmina miała sporo szczęścia, bowiem tory udało jej się przejąć za długi, jakie PKP miały wobec gminy. Lwówek dostał 200 tys. euro z UE na przebudowę torów w drogę dla rowerów. Dziś jest to jedna z dwóch na Dolnym Śląsku ścieżek na podbudowie kolejowych szyn. Druga znajduje się na trasie Ząbkowice Śląskie - Srebrna Góra. Przepięknie położony, 15-kilometrowy odcinek służy nie tylko rowerzystom, ale i rolnikom dojeżdżającym do pól.

W ślady Lwówka Śląskiego i Ząbkowic podążyć chciały inne gminy. Mirsk i Gryfowo planowało przejąć nieużytkowaną linię kolejową do Świeradowa-Zdroju i zrobić na niej ścieżkę rowerową. Jednak po długich negocjacjach z PKP okazało się, że nie ma możliwości nieodpłatnego przekazania linii dla samorządów.

- Musielibyśmy kupić tę linię, tymczasem stawki były wyższe niż za grunty rolne – informuje Jan Zaliwski, wiceburmistrz Mirska.

Niepoddający się łatwo Mirszczanie zamierzają zrobić ścieżkę rowerową na nieczynnej 9-kilometrowej trasie z Mirska do Wolimierza. Został tam już sam nasyp, bez torów i bez dużych wydatków można by tę linię przedłużyć do granicy z Czechami w Jindrichovicach.

Są także trzy kolejne wałbrzyskie gminy, które wspólnie chcą przebudować tory na drogę dla rowerów na malowniczej trasie Wałbrzych-Podzamcze - Szczawno-Zdrój - Boguszów-Gorce.

- To latem znacznie usprawniłoby mi dojazd ze Szczawna do centrum Wałbrzycha. Jadąc rowerem, omijałabym zakorkowane ulice - potwierdza Bogumiła Wąszek ze Szczawna-Zdroju.

Od 15 lat pociągi nie jeżdżą na tej trasie. Samorządowcom mimo to nie udało się dojść do porozumienia z PKP. Ostatnie negocjacje miały miejsce rok temu.

- PKP zaproponowały nam dzierżawę 58 hektarów gruntów pod torami, jednak oferta była nie do przyjęcia - wspomina Sławomir Grochala, kierownik Wydziału Gospodarki Komunalnej Urzędu Miasta w Szczawnie-Zdroju. - Nieużytkowane tory powinny zostać skomunalizowane. Bo na gruntach, których nie jest właścicielem, gmina nie może inwestować.

Jedlina-Zdrój jest w podobnie trudnej sytuacji. W 2004 r. tamtejszy samorząd miał koncepcję wykorzystania nieczynnego dworca oraz najdłuższego w Polsce tunelu kolejowego i kilkusetmetrowego odcinka torów.

- W tunelu chcielibyśmy zrobić muzeum dla turystów - powiedziała Krystyna Szemiel z referatu promocji urzędu gminy. - Jednym z eksponatów miałby być pociąg z wagonem. Rozmowy z PKP utknęły jednak w martwym punkcie.

12-kilometrowa linia z Radkowa do Ścinawki również jest nieczynna, i to od 30 lat. Samorząd myślał o jej zagospodarowaniu już w latach 90-tych. Z tą różnicą, że wtedy nie było wsparcia Unii Europejskiej dla podobnych projektów. Teraz środki są, toteż samorząd odkurzył plany i chce starać się o dotacje. PKP będzie jednak stać okoniem. - Nie możemy oddawać majątku za darmo, bowiem zabraniają tego przepisy. Tory wraz z nasypem i gruntem możemy jedynie sprzedać, wydzierżawić albo przekazać w zamian za inne zobowiązania - tłumaczy Beata Kuczyńska z Oddziału Gospodarowania Nieruchomościami PKP.

Wrażenie sytuacji jest dziwne, bo z torowisk dawno już zniknęły podkłady i szyny. Krzaki i samosiejki się rozprzestrzeniają, ale nic na nich powstać nie może. O sytuacji wie marszałek.

- Zleciliśmy PKP opracowanie mapy nieczynnych linii kolejowych - mówi Krzysztof Bańkowski z dolnośląskiego urzędu marszałkowskiego.

Jeśli takowa powstanie, urzędnicy zadecydują, czy powrócą na nie pociągi, czy wjadą  rowery. Niezbędna jest także zmiana przepisów pozwalających PKP przekazywać nieczynne tory nieodpłatnie gminom.

- Złożę interpelację w tej sprawie - zapewnia jeleniogórski poseł PO Marcin Zawiła. - Przejmowanie nieczynnych linii to szansa na turystyczny rozwój gmin.


Autor: (źródło: Gazeta Wrocławska 26.03.2009)

Jesteś zalogowany jako: Gość
Aktualizacja: 13-02-2018 
Powered by Heuristic
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczone w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Prywatności.